Sierpień 2011 był przełomowy dla rynków kapitałowych. Nastąpiły bardzo silne spadki i sytuacja ta była szeroko nagłośniona w mediach niefinansowych, które relacjonowały sytuację niemal minuta po minucie. Zdarza się to sporadycznie, co mówi samo za siebie.
Wystarczy zresztą obejrzeć wykresy indeksów giełdowych w skali ostatniego miesiąca aby samemu się przekonać o skali zniszczeń. Wykresy wyglądają jak szkic przepaści górskiej a większość z nich jest już niżej niż 20% od tegorocznych szczytów (w tym niemiecki DAX), co formalnie oznacza początek bessy. Jak na razie przed spadkiem większym niż 20% bronią się ważniejsze indeksy w USA ale i one są poddawane bardzo ostrej presji i prawdopodobnie również i one pokonają wspomnianą granicę.
Część komentatorów podawała, że za te spadki odpowiada głównie agencja Standards&Poors, która obniżyła rating USA odejmując jedno A. Teza ta jest tylko po części prawdziwa. Za spadki odpowiadał cały nawis bardzo negatywnych czynników, które skumulowały się w jednym czasie i miejscu. Gigantyczne zadłużenie USA, które znowu ociera się o recesję (a wedle niektórych komentatorów już w niej jest), ogromne problemy fiskalne Europy przy jednocześnie zwalniającej gospodarce w tym regionie, do tego słabnące wskaźniki makro na całym świecie, w tym w Chinach. Prawdopodobnie niedługo zobaczymy też bankructwo Grecji, która już jest praktycznie bankrutem, tyle, że nieformalnym. To wszystko stanowi mieszankę wybuchową z podpalonym lontem, którego nikt nie umie zgasić.
Grecja
Obecnie bardzo zasadna jest teza, że być może już na jesieni ujrzymy oficjalne bankructwo Grecji. W tym czasie mają być głosowane w parlamencie niemieckim szczegóły planu pomocowego z lipca bieżącego roku, jednak problem w tym, że rośnie opozycja wobec tego planu w Bundestagu. Co gorsza, sama Grecja w tej chwili oficjalnie oświadczyła, że nie jest w stanie spełnić wymogów postawionych jej w lipcu, za które miała otrzymać pomoc. Oświadczyła również, że jej zadłużenie wymknęło się spod kontroli i nie będzie w stanie naprawić go ani teraz ani w przyszłym roku. Jakby jeszcze było mało tych problemów Finlandia, jeden z krajów mających wyłożyć pieniądze na pomoc dla Grecji, zażądał zabezpieczenia swej pożyczki w wysokości 20% udzielanej kwoty.
Pomysł ten podłapały natychmiast inne państwa, które poszły śladem Finlandii i wysunęły podobne roszczenia. Coraz bardziej podzielona Unia Europejska staje się unią już tylko z nazwy. Obecny kryzys bardzo dobrze uwypuklił sztuczność owego zjednoczonego tworu: kiedy jest dobrze to wszyscy mówią o wspólnocie interesów, kiedy jednak jest źle to nikt już nie mówi o wspólnocie problemów. Przy okazji Unia Europejska okazała się tworem potwornie zbiurokratyzowanym, ociężałym, niezdolnym do jakichkolwiek skutecznych reakcji. Oficjele unijni starym zwyczajem ograniczają się tylko do wygłaszania ogólnikowych i wzniosłych frazesów, za którymi nie idą absolutnie żadne konkretne działania. Takie chwyty pod publikę świetnie działały w okresie prosperity, kiedy nie trzeba było specjalnie nic robić z gospodarką, obecnie są jednak żałosne i obnażają do bólu niemal dziecinną bezradność rządzących.
Wracając do Grecji, rentowności ich obligacji 2-letnich podskoczyły już do poziomu 47 pkt, rosnąc w piątek aż o 9%. Obsługa długu przy takim oprocentowaniu jest oczywiście nierealna. Rentowności obligacji o dłuższych terminach zapadalności wyglądają trochę lepiej niż dwulatek (w dłuższym terminie rynek długu widzi jakieś rozwiązania obecnych problemów), ale tak naprawdę wciąż są fatalne w porównaniu do każdych innych obligacji państwa ze zdrowymi finansami. Spready pomiędzy rentownościami obligacji greckich i niemieckich (10-letnich) osiągnęły w ostatni piątek kolejny rekordowy poziom 16,27. Wtóruje temu wskaźnik EMBI+, obrazujący spread między rentownościami papierów dłużnych rynków wschodzących i gospodarek dojrzałych, który właśnie osiągnął wartość 340 pkt, czyli najwyżej od roku.
Koszty ubezpieczenia Grecji, mierzone rynkiem CDS, ponownie wzrastają i obecnie są już na poziomie 2330. To mniej niż szczyt z lipca (2568), ale powrót do tendencji wzrostowej na tym rynku staje się faktem. Rynki kapitałowe praktycznie już dawno wyceniły Grecję jako bankruta. Nie powinno więc dziwić, że w zeszłym tygodniu nasza KNF zadała instytucjom finansowym pytanie, czy któraś z nich posiada greckie obligacje.
Włochy
Niewiele lepiej wygląda sytuacja w ojczyźnie Pizzy (choć Pizzę ponoć wymyślili Włochom właśnie…. Grecy). Włochy są dużo większą gospodarką niż gospodarka grecka i koszty jej ratowania byłyby nie do udźwignięcia na Starym Kontynencie. Tu również pojawiają się problemy w kwestii przeforsowania planów oszczędnościowych w parlamencie włoskim. Sytuacja stała się napięta o tyle, że ECB uzależnił od tego dalszą pomoc dla Italii. Aktualnie ta pomoc ograniczała się do zbijania rentowności papierów włoskich (aby Włochy były w stanie obsługiwać swój dług), co kosztowało aż 41,6 mld euro. ECB stało się jednak niecierpliwe i żąda spełniania obietnic, tym bardziej, że jest też krytykowane za to co robi jako nieuprawnione do takich działań. Włosi jednak zamiast tego wolą usuwać ze swego pakietu oszczędnościowego to do czego się wcześniej zobowiązali. Zdenerwowany rynek długu w reakcji na to zaczął więc ponownie wyprzedawać włoskie papiery dłużne przez co znów podnosi się ich rentowność. CDS na Włochy osiągnęły w ostatni piątek nowy rekord na poziomie 397 pkt (wzrost o 3,34%). W tym samym czasie nie udają się aukcje obligacji włoskich i hiszpańskich ? dla tych ostatnich stosunek popyt/podaż wynosił 1,76, podczas gdy w lipcu było to 2,85. Dla 10-letnich papierów włoskich stosunek popyt/podaż wyniósł 1,27, czyli poniżej przeciętnej rocznej średniej na poziomie 1,4.
Problemy na Starym Kontynencie piętrzą się więc bez końca. Wydaje się, że nie zostaną rozwiązane aż nie dojdzie do jakiegoś gospodarczego tsunami. Wtedy to podziała dopiero na wszystkich terapia wstrząsowa, oczywiście jak już będzie za późno.
Wskaźniki makro
Co gorsza, wskaźniki makro w ostatnim kwartale wręcz załamały się, niczym indeksy giełdowe w sierpniu. Gospodarka europejska i niemiecka spadła do obszaru bliskiego zeru (PKB ? 0,2%), to samo tyczy się produkcji mierzonej wskaźnikami ISM i PMI na Starym i Nowym Kontynencie, w tym również w Chinach, które balansują w rejonie 50 lub są już poniżej (spadek poniżej 50 oznacza recesję). W USA najnowszy odczyt ISM dla przemysłu zatrzymał się co prawda na poziomie 50,6, jednakże tylko i wyłącznie dzięki przyrostowi zapasów, co jest słabym pocieszeniem (zapasy rosną przy słabnącej gospodarce, gdy jest coraz mniej kupujących). Subindeks produkcyjny tego indykatora wykazuje już recesję, to samo tyczy się zatrudnienia i eksportu. Co gorsza, wspomniane wskaźniki makro są już od dłuższego czasu w trendzie spadkowym i tyczy się to również polskiego PMI przemysłowego, który jest w wyraźnym trendzie spadkowym od listopada zeszłego roku. W bardzo kiepskiej sytuacji pozostaje PKB w USA, które balansuje w obszarze 1%, co w przeszłości zawsze zwiastowało recesję (potwierdzają to najnowsze analizy znanego ekonomisty Richa Yamarone). Rentowność 5-letnich obligacji USA spadła już poniżej 1%, co również jest uważane za zwiastun recesji. Nie bez znaczenia jest również gigantyczne zadłużenie USA, które szybko przyrasta. W tym punkcie USA ma problemy podobne do tych europejskich.
Spowalniające światowe gospodarki mają poważny problem z potencjalnymi bankrutami-państwami. Tonący nie uratuje tonącego. Próba zaciskania pasa może tylko pogorszyć sytuację, potrzebne są raczej stymulanty nie oparte na dalszym zadłużaniu się (cięcia podatków i inne sposoby). Na taki sposób myślenia wśród oficjeli UE jak na razie jednak nie zanosi się co wskazuje na to, że impas będzie trwał dalej, aż do jakiejś katastrofy.
Rynek kontraktów terminowych na stopy procentowe w strefie Euro za 6 miesięcy najlepiej pokazuje, że idzie spowolnienie gospodarcze. Aktualnie wycenia on te stopy procentowe na poziomie 1%, choć jeszcze w maju wyceniał na 2,5%. Podobnie rynek kontraktów terminowych na stopy procentowe w Polsce wycenia ich spadek za 6 miesięcy. W zgodzie z tym jest rynek naszych obligacji, których rentowność spada konsekwentnie już od wiosny. TBSP Index, mierzący wartość naszych obligacji skarbowych zerokuponowych, wyszedł już w marcu z trendu bocznego i wzrósł z 1230 do 1290 pkt. Rynek długu już wie, że idzie spowolnienie gospodarcze.
Zaistniał również kryzys zaufania w sektorze międzybankowym. Nikt dokładnie nie wie ile greckich lub włoskich obligacji mają banki europejskie (najwięcej mają ich podobno banki francuskie i niemieckie). Mówi się coś o 2% wszystkich aktywów ale jest to tyle niepewne, że obligacje, które nie zapadły, mogą nie być w ogóle wykazywane w bilansie. CDS na największe banki europejskie (BNP, Santander, Credit Agricole, Unicredito, Societe Generale, Barclays) są już wyżej niż w 2008 roku. W piątek CDS na BNP Paribas wzrosły o 46% a na UniCredit o 38%. Indeks Euro Stoxx Banks spadł już niemal do poziomów (108,64 pkt) z dna bessy 2009 (96,22 pkt). Jak widać rynki bardzo się boją ewentualnej tykającej bomby w sektorze bankowym. Potwierdza to również tzw. TED Spread, który zaczął wyraźnie rosnąć w sierpniu. Wskaźnik ten obrazuje poziom strachu w sektorze międzybankowym.
Strach co do Europy nie ogranicza się jednak tylko do banków. Wskaźnik Markit iTraxx Europe Crossover 5Y, mierzący koszt CDS ubezpieczenia obligacji największych przedsiębiorstw w Europie, wzrósł do poziomu 679 pkt.
Bessa czy tylko korekta?
Wielu komentatorów zastanawia się obecnie czy sierpniowa korekta na rynkach jest początkiem bessy czy świetną okazją inwestycyjną, podobną do tej jaka zdarzyła się w 2006 roku, kiedy to nasza giełda szybko podniosła się po równie silnych spadkach. Symptomy towarzyszące obecnemu załamaniu są jednak bardziej typowe dla bessy niż klasycznej korekty. Przede wszystkim kontekst makroekonomiczny jest typowy dla początków rynku niedźwiedzia. Korekcie z 2006 roku (podobnie jak podobnym korektom w latach 90. ? kryzys azjatycki, kryzys rosyjski) nie towarzyszyły takie problemy gospodarek jak obecnie. Wskaźnik wyprzedzający OECD CLI, wskazujący na koniunkturę za 6 miesięcy, jest już w fazie kurczenia się gospodarek (wskazanie poniżej 100) dla następujących państw: Chiny (99,9), Indie (96,1), Brazylia (96,6), Portugalia (99,9), Korea (99,8), Grecja (97,5), Finlandia (99,4), Czechy (99,8). Warto odnotować, że gospodarka chińska była motorem wychodzenia świata z kryzysu 2008 i jeśli teraz słabnie, to nie wiadomo kto znów pomoże gospodarce światowej, skoro Europa i USA wyraźnie hamuje.
Istnieją też pewne techniczne wskazówki pozwalające przechylić szalę na korzyść tezy, że obecnie rozpoczęła się bessa i nie jest to tylko korekta. Indeks cenowy szerokiego rynku (w przeciwieństwie do indeksu WIG nie uwzględniający ciężaru spółek ani dywidend) spadł od swych szczytów już 39%, pokazując silną tendencję spadkową na naszej giełdzie. Równie mocno spadł indeks sWIG80, który jest już na poziomach z 2009 roku. Ten ostatni wskaźnik dużo lepiej nadaje się do przewidywania ruchów na naszej giełdzie niż WIG20, czy WIG. Warto odnotować, że małe spółki weszły już w trend spadkowy w lutym tego roku a niektóre nawet wcześniej, trafnie przewidując koniec hossy na wiele miesięcy przed tym nim szeroko zaczęto o tym mówić. Jest to związane z małą płynnością na tych spółkach ? kapitał musi wychodzić z nich wcześniej.
Inne pomocne wskazówki
Na zakończenie warto przejrzeć kilka pomocnych wskaźników rynku kapitałowego, zdradzających co obecnie znajduje się ?na topie?. Koncentracja pozycji na indeks S&P500 i miedź ukazuje najwięcej grających na spadki na tych rynkach od dłuższego czasu. Na miedzi jest to najwięcej krótkich pozycji od października 2009 a na indeks S&P500 najwięcej krótkich pozycji od 9 miesięcy.
Koszty ubezpieczenia długu, mierzone rynkiem CDS, są obecnie w przypadku Francji wyższe niż w czasie apogeum kryzysu w 2009 roku i wynoszą 171 pkt. W ostatni piątek urosły o kolejne 5%. CDS na Niemcy są co prawda wciąż niżej niż w 2009 roku ale również rosną (w piątek wzrost prawie o 3% do poziomu 78 pkt). Jak widać rynek wciąż najbardziej boi się problemów europejskiego długu i utraty możliwości ich obsługi. Ewentualny ciężar tych problemów spadnie na największe i najsilniejsze gospodarki Europy - francuską i niemiecką. Jednocześnie rentowność obligacji niemieckich (10-latek, 20-latek i 5-latek) osiągnęła w piątek rekordowo niski poziom, co pokazuje, że w tym samym czasie rynek traktuje te papiery jako bezpieczną przystań, obok franka, jena, dolara i złota. Mimo wszystko trudno sobie wyobrazić, że gospodarka niemiecka, posiadająca potrójny rating AAA, może zbankrutować.
Warto obserwować tendencje na rynku surowcowym, który pozostaje bardzo silny mimo ostatniego krachu na rynkach akcji w sierpniu. Miedź i ropa są wciąż bardzo silne i nie poddają się ogólnej korekcie ani strachowi. Nie ma w tym nic zastanawiającego jeśli wie się, że surowce kapitulują ostatnie podczas gospodarczej zimy. Podobnie zachowuje się rynek obligacji korporacyjnych. Indeks CS Liquid Corporate TR, mierzący najbardziej płynne papiery w tym sektorze, rośnie, osiągając aktualnie nowy szczyt na poziomie 232 pkt. Podobnie zachowuje się Dow Jones Corporate Bond Index (aktualnie szczyt na 115 pkt) i Moody?s Bond Indices Corporate AAA, który mierząc rentowność dłużnych papierów korporacyjnych o najwyższym ratingu osiągnął poziom 4,3%. Hossa na tym rynku i zarazem stosunkowo duża siła rynku surowców przemysłowych pokazuje, że kapitulacja nie jest jeszcze tak powszechna jak mogłoby się wydawać. To nakazuje zachować dodatkową ostrożność.
Brak ostatecznej kapitulacji byków widać również w sondażach nastrojów na rynku kapitałowym, które są nadal całkiem pozytywne. Ankieta Investors Inteligence pokazała ostatnio ponad 40% byków, dwa razy więcej niż niedźwiedzi. Podobnie ankieta AAII Sentiment Survey, która 31 sierpnia wskazała na 38,6% byków i 32,3% niedźwiedzi. Jeszcze inna ankieta wskazała, że w stosunku do niemieckiego indeksu DAX jest aż 76% byków i zaledwie 24% niedźwiedzi. Z kolei indeks Blogger Sentiment, mierzący nastroje wśród bloggerów, wykazuje 42,8% byków i zaledwie 28,5% niedźwiedzi. Jak widać, ostatni krach giełdowy w sierpniu jest nadal przez dużą część inwestorów traktowany jak okazja inwestycyjna a nie początek bessy. Ujmując to kontrariańsko (na rynku większość nie ma racji) giełda ma wciąż duży potencjał do spadków.
Warto obserwować przepływy kapitałów w funduszach inwestycyjnych, które są w pewnej sprzeczności z powyższymi ankietami nastrojów wśród inwestorów. Wedle danych ICI, fundusze inwestycyjne lokujące zarówno w USA jak i na rynkach zagranicznych odnotowywały silny odpływ kapitału przez 3 tygodnie z rzędu. Wyjątkiem był tydzień zakończony 17 sierpnia na plusie, po którym kapitał znów zaczął odpływać. Jest to tyle istotne, że kapitały gromadzone w funduszach inwestycyjnych generują globalne ruchy indeksów. Co ciekawe fundusze obligacji w USA również odnotowywały odpływ kapitału. Wyjątkiem był tylko tydzień zakończony 24 sierpnia, kiedy były na plusie. Trwa globalny powrót do gotówki.
Bardzo ciekawe są dane pokazujące jak wobec sierpniowego krachu zachowały się osoby kupujące akcje spółek, w których mają udziały lub pracują (tzw. insiderzy). Wskaźnik mierzący ilość zakupionych przez insiderów akcji w skali dziennej był w sierpniu najwyżej od roku. Jednocześnie wskaźnik mierzący ilość sprzedających do kupujących w tej grupie pokazał, że w sierpniu stosunek sprzedających do kupujących był najwyższy od początku lat 70.
Ogólny obraz aktualnych tendencji pozostaje więc bardzo negatywny i zgodnie z zasadą rynków kapitałowych, która zakłada utrwalanie się tendencji a nie brak jej kontynuacji, należy więc oczekiwać dalszego pogorszenia się sytuacji zarówno na giełdach jak i w gospodarkach.
W tym roku w maju rynek nikogo nie zaskoczył i zgodnie z giełdowym powiedzeniem ?sell in May and go away? (sprzedaj w maju i uciekaj) najpiękniejszy miesiąc wiosny mija pod znakiem wyprzedaży na giełdach.
Tak jest co roku odkąd to trwa nowy rynek byka, rzadziej określany przez wielu ostrożnych mianem nowej hossy. Media utożsamiają tę podaż z problemami związanymi z kryzysem w strefie euro (tzw. kraje PIIGS), co nie jest do końca prawdą. Problemy z Grecją, Portugalią, Hiszpanią i Irlandią są znane od zeszłego roku a w tym roku nasilały się już w kwietniu i jeszcze na początku maja gdy giełdy mimo to ustanawiały nowe rekordy hossy (2942 pkt dla WIG20, 50 501 dla WIG, 1370 pkt dla S&P500, 7600 pkt dla DAX).
?Wydaje się jednak, że nawet Portugalia i Irlandia jakoś sobie poradzą, natomiast Grecja nie przetrwa bez pomocy z zewnątrz. Jednakże nie mogę się oprzeć wrażeniu, że problem Grecji jest przereklamowany. To tylko rogatki strefy euro a sama Grecja odpowiada jedynie za ok. 4% PKB Unii. Problem jest bardziej psychologiczny ?
Jak dotąd rynki kapitałowe najwyraźniej rozgrywają swe posunięcia według sentymentów miesięcznych (wystarczy też wspomnieć o tzw. efekcie stycznia czy rajdzie św. Mikołaja) i to jest pewien klucz do ich zachowań (co nie oznacza, że w przyszłości musi się to powtarzać idealnie wedle jakiegoś raz ustalonego wzorca). Faktem pozostaje, że nie tylko w tym roku ale zarówno w zeszłym roku jak i poprzednim mieliśmy bardzo udany kwiecień jak również spadkowy maj oraz czerwiec. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie identycznie. Należy przyjąć, że w tej powtarzalności tkwi mechanizm tłumaczący zachowania rynków a problemy w strefie euro są przyczynami wtórnymi i jako wyjaśnienia są niejako dopasowywane po fakcie.
Eurokryzys
Nie znaczy to oczywiście, że problemy strefy euro pozostają zupełnie bez wpływu na giełdy. Wyjątkowo kiepsko wygląda sytuacja ekonomiczna w Grecji. Rentowności greckich obligacji osiągają wręcz absurdalne poziomy ? 26% (2-latki i 3-latki), 18% (5-latki), 17% (10-latki) i 11% (30-latki). Obsługa długu przy takich rentownościach jest czystym samobójstwem dla rządu greckiego. Co prawda, jak widać rentowność spada wraz z wydłużającym się okresem zapadalności papierów dłużnych (papiery o dłuższej zapadalności dyskontują poprawę w greckiej gospodarce w późniejszym okresie czasu, stąd dają mniejszą premię za ryzyko) jednak nie zmienia to postaci rzeczy i każe patrzeć na wycenę długu z dużym niepokojem.
Rośnie też spread między rentownością obligacji niemieckich i greckich, osiągając wartość 14 pkt, co uwidacznia się również w gwałtownym skoku wskaźnika EMBI+ w połowie maja (skok do poziomu 305 pkt), obrazującego spready między rentownościami dłużnych papierów gospodarek wschodzących i dojrzałych. To samo tyczy się notowań CDS na koszty ubezpieczenia długu greckiego, które skoczyły już do poziomu 1473 pkt i jest to wartość najwyższa w historii. Jednocześnie grecki rynek akcji co chwila ustanawia nowe historyczne minimum. Aktualnie znajduje się ono na poziomie 1251 pkt dla ASE General Index (intraday). Jak mocny jest to spadek widać po tym, że szczyt wszechczasów na tym indeksie wypadał na poziomie 6484 pkt (1999 rok). Giełda ta spadła zatem aż 80% od swego szczytu. Rynki kapitałowe najwyraźniej wyceniają już Grecję jak zwykłego bankruta (co wcale nie oznacza, że dopuści się do tego bankructwa). Wskazuje na to również niedawny sondaż przeprowadzony przez Bloomberg, podług którego aż 85% inwestorów spodziewa się bankructwa Hellady. Paradoksalnie ten sondaż jest dobrą informacją z kontrariańskiego punktu widzenia.
Niewiele lepiej jednak wygląda sytuacja z wycenianiem przez rynki innych członków grupy PIIGS. Rentowność 2-letnich obligacji irlandzkich sięga już poziomu 12% a 10-letnich aż 11%. Również CDS-y na Irlandię wciąż utrzymują się na rekordowych poziomach (okolice 681 pkt). Jak wysoki jest to poziom widać po tym, że w czasie apogeum kryzysu światowego w 2009 roku ich wartość sięgała poziomu ?zaledwie? 378 pkt, czyli prawie o połowę mniej. Borykająca się z krachem na swym rynku nieruchomości Irlandia (jak również z ogromnymi problemami swego sektora bankowego), tak stawiana nam za przykład cudu gospodarczego jeszcze w 2007 roku, również jest niedaleka od bankructwa. Teraz z perspektywy czasu widać jakim kosztem osiągano ten cud i jak kruche były jego podstawy.
Następna w kolejce z członków grupy PIIGS jest Portugalia, która właśnie co otrzymała wsparcie z MFW opiewające na 78 mld euro. CDS-y na portugalski dług są wyceniane na blisko 700 pkt i też oczywiście są to poziomy najwyższe w historii. Nie lepiej wyglądają rentowności obligacji portugalskich, ?szalejących? podobnie jak rentowności obligacji greckich: 11% (2-latki i 5-latki), 9% (10-latki) i 7% (30-latki). Wreszcie, Hiszpania i Włochy, również zaliczane do PIIGS są w tej chwili najłagodniej wyceniane przez rynek ? rentowności ich obligacji wyglądają całkiem przyzwoicie. Koszty ubezpieczenia długu tych państw (CDS) są na wysokim poziomie lecz spadają po szczycie osiągniętym na przełomie tego i zeszłego roku. A zatem najbardziej pesymistycznie rynek wycenia Grecję, Portugalię i Irlandię. Ogólnie rzecz biorąc CDS-y na wszystkie kraje PIIGS utrzymują się na rekordowych poziomach w historii (okolice 600 pkt) co zawdzięczamy wspomnianym trzem krajom.
Wydaje się jednak, że nawet Portugalia i Irlandia jakoś sobie poradzą, natomiast Grecja nie przetrwa bez pomocy z zewnątrz. Jednakże nie mogę się oprzeć wrażeniu, że problem Grecji jest przereklamowany. To tylko rogatki strefy euro a sama Grecja odpowiada jedynie za ok. 4% PKB Unii. Problem jest bardziej psychologiczny. Chodzi o strach przed efektem domina i uratowanie prestiżu UE. Unia Europejska miała przynieść dobrobyt swym członkom a tymczasem dyskutuje się o bankructwie w jej obrębie. Jest to niewątpliwie już teraz potężna skaza na wizerunku wspólnoty. Stąd te usilne próby uniknięcia bankructwa Grecji za wszelką cenę i nawet łagodnej formy restrukturyzacji jej długu. Wcześniej czy później Grecja zostanie raczej uratowana (pewnie znów kosztem podatników europejskich) a jej problemy fiskalne połatane w jakiś sposób. Nie obędzie się jednak bez jakichś perturbacji w tym zakresie ale ich skalę i naturę trudno w tej chwili przewidzieć.
Eurokryzys jest widoczny nie tylko na rynku obligacji i CDS ale widać go bardzo wyraźnie również na rynku walutowym. Kurs euro w stosunku do franka osiągnął właśnie dno wszechczasów (1,21) i ta słabość wspólnej waluty wobec waluty uważanej za bezpieczną przystań jest niezwykle symptomatyczna w tym okresie.
Krach na rynku surowców
W kontekście majowej wyprzedaży nie sposób też nie wspomnieć o załamaniu na rynku surowców. Związane to było częściowo ze zwiększeniem kosztów depozytów na rynku kontraktów terminowych dla towarów. W efekcie 5 maja ropa Crude spadała aż 9% (jej cena utrzymuje się obecnie w okolicy 100 dolarów za baryłkę), zaś srebro spadało 8% 2 maja i aż 11% 5 maja. Ogólnie surowcowy CRB Index spadł w ostatnim czasie z 370 pkt do 336 pkt i jest to spadek o ponad 9%. Wspomniane spadki na rynku srebra i ropy wywołały niesamowite wrażenie i zostały odnotowane nawet przez media niefinansowe. Dla próbującej się podźwignąć z kryzysu światowej gospodarki to dobrze, że pękła bańka spekulacyjna na rynku towarowym. I choć ceny na tym rynku nadal pozostają wysokie i nieco ustabilizowały się (a nawet próbują znów rosnąć) to jest szansa, że zobaczymy jeszcze więcej spadków i to był jak na razie tylko wstęp.
Koncentracja pozycji
Koncentracja pozycji na kontraktach terminowych na indeks S&P500 wciąż faworyzuje przewagę długich pozycji w grupie tzw. małych spekulantów (ostatnio 128 185 vs 45 350). Ci inwestorzy pozostają bardzo odważni i konsekwentnie stawiają na wzrosty od początku obecnej hossy, w przeciwieństwie do tzw. dużych spekulantów, którzy ciągle grają wbrew trendowi i preferują krótkie pozycje (ostatnio 28 927 vs 14 766). Na rynku ropy, srebra, złota i miedzi mali i duzi spekulanci zgodnie preferują pozycje długie (w przeciwieństwie do traderów komercyjnych, którzy równoważą tę nierówność w liczbie otwartych pozycji), co nie dziwi w kontekście ostatniej hossy na rynku surowców (nowy szczyt intraday na rynku złota z 2 maja tego roku ? 1577 dolarów za uncję). Interesująco wygląda dysproporcja na rynku eurodolara. Mali spekulanci są bardziej niedźwiedzio nastawieni wobec euro niż duzi spekulanci (ci ostatni pozycjonują się na odwrót). Aktualnie czas pokazuje, że znów grupa mniejszych inwestorów miała lepsze wyczucie wobec rynku skoro kurs EUR/USD osuwa się.
Wskaźnik sentymentu AAII Bulls
Obecnie na giełdach panuje największy pesymizm od 9 miesięcy. Ankietowy wskaźnik AAII Bulls, mierzący sentyment na rynku akcji wskazał 25 maja tylko 25,6% byków i aż 41,4% niedźwiedzi. Tak niskie poziomy tego wskaźnika w przeszłości bardzo często zapowiadały koniec korekty i teraz może być podobnie, jeśli oczywiście nie wydarzy się nic czego rynek się już nie spodziewa.
Przewidywania
Z dużym prawdopodobieństwem należy przyjąć, że do końca czerwca nie zobaczymy prawie wcale wzrostów na giełdach i będzie to ciężki okres dla byków. Gdzie zatrzymają się rynki? Amerykański S&P500 dzielnie utrzymuje się ponad poziomem 1300 pkt i chce jakby pokazać, że problemy strefy euro go nie dotyczą (to dobrze dla rynków, które generalnie kopiują ten indeks i traktują go jak kompas dla giełd światowych). Warszawski WIG20 dzielnie broni poziomu 2800 pkt, jednak wydaje się, że dno tej korekty może mieć gdzieś na poziomie 2750 pkt. Przyjmując na zasadzie pewnej analogii, że od szczytu styczniowego do dołka lutowej korekty jest około 200 punktów, to obecna korekta zatrzymałaby się na poziomie 2742 pkt (szczyt z 8 kwietnia na 2942). Oczywiście lutowy zakres korekty nie musi się dokładnie odtworzyć tym razem. Jednak z drugiej strony pokazuje on pewną siłę wzorca podaży i może posłużyć jako pewna wskazówka dla przewidywania obecnych ruchów rynku. Mimo wszystko to tylko orientacyjna wskazówka a co będzie pokaże rynek.
Czerwiec będzie dla giełd prawdopodobnie jeszcze cięższym okresem niż maj i być może trzeci rok z kolei rynki wyrysują prospadkową formację RGR w tym miesiącu. W obu przypadkach z poprzednich 2 lat formacja ta jednak nie wypełniła się, dając początek silnym wzrostom w lipcu (rynek znów zagrał na nosie oczekiwaniom większości, jak to ma w zwyczaju), jest więc znów szansa, że tak będzie i w tym roku. Wtedy być może w lipcu zobaczymy wreszcie 3000 pkt na WIG20, na które to wielu czekało w kwietniu. Oczywiście pod warunkiem, że nie wypadnie jakiś przysłowiowy trup z szafy związany na przykład z bieżącymi kryzysowymi wydarzeniami w strefie euro (i oczywiście pod warunkiem, że wzorzec powtórzy się po raz trzeci, co nigdy nie jest pewne). Wydaje się jednak, że większość złych informacji ze strefy euro rynek ma już w cenach.
Treść powyższej wypowiedzi jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji” w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Zgodnie z powyższym autor nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszego komentarza i analizy.
:: Następny >>